Nauka V - Śmierdne Wizje
V-1 (ARz, KNz)
Szóstego dnia uczty-spotkania Kupsztalistów, wszyscy w bardzo dobrych humorach byli. Wszystko zgodnie z planem przebiegło - wyznawcy najedzeni byli, energią również napełnieni. Anna i Kupsztaliusz widząc wszystkie bliźnich swoich reakcje, bardzo szczęśliwi byli i wiedzieli, iż Panu ich się to podoba. Wyprawiając owe spotkanie, wiedzieli, że lud ich się wzmocni i ich przekoniania całkowicie w stronę Kupsztala Wszechpierdzącego pójdą. Dzień zapowiadał się od początku dobrze bardzo, jednakże takiego zakończenia dnia nie spodziewał się nikt ze zgromadzonych. Po wieczornych modłach, wszyscy odpocząć zapragnęli, jednak w nocy środku dziwny smród poczuli. Zaniepokojeni mocną bardzo wonią, zbudzili się i na plac przed świątynią wyszli. Na zewnątrz w niebo spoglądając z zaciekawieniem, bulgoczące pierdy nad ich głowani rozbrzmiewać zaczęły. Wszyscy na siebie spoglądając, winowajcy poczęli szukać. Słysząc szumy i krzyki, Anna i Kupsztaliusz przed świątynię wyszli. Tłumy na proroków swoich spojrzeli, serca i dusze ich spokoju zaznały. Lecz Kupsztaliusz z dumną i szczęśliwą twarzą jedynie palcem w niebo wskazał. Na plac wtem spłynęły fale śmierdnego światła. Oślepieni wszyscy, odczekać musieli, aż zarys zródła światła dostrzegą. Wtedy ich oczom ukazała się postura prorokom znajoma. Z nieba nocnego opadł niżej i wzrokiem swym spokojnym oddanych objął. Wtedy ucichły pierdy, a oni zaskoczeni w oko Pana spojrzeli. Jednakże w sercach satysfakcję i euforię odczuwać poczęli. Wszechpierdzący przemawiać wtedy zaczął: " Dzieci moje drogie, jam jest Pan wasz Kupsztal, który dał wam tchnienie i miejsce do życia. Zadowolony jestem i szczęśliwy z waszej wiary bardzo. Odpokutowaliście za zło niewiernych, którzy między wami żyją. Coraz więcej jest tu was ze mną, moi drodzy synowie i córki. Zwiększając potęgę naszą, na lepszej drodze do odbudowania świetności Bastionu mojego jesteście. Lecz uważać musicie, gdyż widzę wszystko co u heretyków dziać się poczęło - zniszczyć nas chcą i zło znów tworzyć. Plany nowe posiadają i chcą krzywdę nam wyrządzić. Powstrzymać musicie wszelakie ich działania! Tak więc dumny z was jestem szczerze, pozostańcie wszyscy w naszej wierze. Wracać do Krypty muszę, gdyż wzywa już czas, szczęsliwy jestem ze wszystkich was..." Wtem Anna miłościwie na stwórcę wszystkich patrząc, swe słowa ze smutkiem doń skierowała: "Panie, czy kiedyś jeszcze na Ziemi naszej Cię ujrzymy?". Odpowiedź usłyszała najodpowiedniejszą: " Anno droga, córo moja. Na pewno się objawię wam wkrótce. Ale przeta wy mnie na codzień widzicie, chwałę swą oddając mnie - modląc się i medytując. Co dnia z wami jestem i obserwuję. A teraz w mej chwale znikam już!" Wszyscy wzrokiem żegnając się z Panem i Stwórcą, który do Raju swego powrócił, do miejsc spoczynku swojego wrócili i bardziej w niego wierzyli...


V-2 (ARz, KNz)
Po jakże udanej nocy w nowo nazwanej świątyni Kaułniz, dzień siódmy uroczystości nadszedł. Zarazem ostatnimi chwilami wielkiego spotkania Kupsztalistów był on. Członkowie obrzędów tak wielce radośni jako wielka jedna rodzina wyglądali. Dzięki wydarzeniom poprzednim chęci pojednania zapragnęli. Przygotowania do powrotu do krain ojczystych pełną parą szły. Kupsztaliusz i Anna spoglądając na lud ich rozchodzący się, zauważyli mężnych podróżników, którzy w ich stronę zmierzali. Do proroków podchodząc, najstarszy z nich przywitał wysłanników Kupsztala. Nieznajomy jako Kaleb z Cupejem przedstawił się. Niepewne były uczucia Kupsztaliusza na wieść, iż podróżny chce wstąpić w jego prorockie szeregi. Naznaczony rzekł: " Bracie mój, progi domu mego, zawsze otwarte pozostaną dla mych bliźnich. Czy mógłbyś drogi wędrowcze, wytłumaczyć mi powód twojej decyzji? ". Ten z wielkim zapałem, lecz poważnie odpowiedział: "Na wiosce mieszkałem, z moim ojcem i dwoma braćmi. Życie nasze spokojne i obfite w szczęście było. Do czasu, gdy los zesłał na mego ojczulka ciężką chorobę. Od momentu tego na Biegunał (nieustającą biegunkę) cierpiał. Obecnie trudy życia znosi, lecz czasu i tak mało mu pozostało. Jako żem z braci najstarszy, decyzję podjąłem, by leku i pieniędzy poszukać. Najmłodszy syn przy ojcu pozostał, a ja wraz z drugim bratem na misję wyruszyłem. Ja na południe objąłem kurs, mój brat w przeciwną stronę powędrował. Droga, mroczna i zła, którą kroczyłem zmuszała mnie do nieuczciwości i krzywdy innym zadawania. Bławiąc się bogactwami niesłusznie zdobytymi, me współczucie do ojca chorego przemijać poczęło. Pewnego razu, gdy doliny przemierzałem, głos usłyszałem. Był on opanowany i przyjazny. Wiedziałem, iż odezwał się ktoś, kto był nade mną. Głos owy me złe czyny mi wypomniał, zaprzestać postępków wszystkich polecił. Stygmatami owymi sracznymi mnie ukarał, a ja w strach popadłem i skruchę. Głos mówić nie przestawał, strach mój przepędzając pocieszył mnie, iż nadal mnie kocha i wie gdzie lek dla mego taty znajdować się powinien. Ale dopiero kiedy dobrym się stanę wskaże mi drogę. Dlatego widząc was, o, Prorocy... Podjąłem decyzje, by stanąć u waszego boku. Wy przykładem czystości jesteście, więc pewien jestem iż dzięki wam odnajdę drogę.". Na słowa owe para wzruszona przyjęła Kaleba z ramionami otwartymi. Tak oto trójca Zakonu Kupsztala powstała.

KONIEC NAUKI V